Jest dobrze... (1)


Jest dobrze, ale nienajgorzej jest. Te słowa z piosenki Andrzeja Grabowskiego pasują jak ulał do obecnej sytuacji w Polonii.
Po zakończeniu ostatniego sezonu chyba wszyscy kibice Polonii byli przekonani, ze wreszcie nad K6 wzeszło słońce i teraz już nic nie zakłóci wspaniałego rozwoju naszego ukochanego klubu. No bo czym tu się martwić?! Po wielu latach wygraliśmy z Legią, właściciel klubu zapowiedział transfery, które zapewnią walkę o majstra (przy okazji, ku uwadze naszych skautów: Henri i Toure chcą odejść z Barcelony), miasto zapowiedziało wymianę kartofliska na boisko. No po prostu „miód-malina”. I komu to przeszkadzało?!
Szczęście zaczęło umykać w chwili pojawienia się pogłosek o nerwowej rozmowie między Józefem Wojciechowskim a trenerem Bakero. Początkowo nie wierzyliśmy. Ot, jak zwykle nieżyczliwa nam prasa, próbuje wkładać kij w szprychy i lać wodę na młyn. Ale my znamy takich, damy odpór. Nie będą pismaki pluć nam w twarz ni dzieci nam pismaczyć. Niestety, plotek na temat konfliktu było coraz więcej Aż wreszcie bomba wybuchła: Bakero odchodzi. Zależnie od wersji został zwolniony albo sam zrezygnował. Tak dla porządku przypomnę, że według wersji przedstawionej przez właściciela Polonii, trener Bakero zażądał wyższej pensji dla swojego brata, na co Józef Wojciechowski nie chciał absolutnie się zgodzić.
Gdy piszę te słowa, konflikt na linii Wojciechowski – Bakero został (chyba) rozwiązany, ale mały niesmak pozostał. Trener Bakero nadal jest trenerem I zespołu, natomiast jego brat nie jest już zatrudniony przez klub. Mamy za to wiceprezesa ds. sportowych Pawła Janasa. De facto zwierzchnika Jose Bakero. Obaj panowie deklarują wolę współpracy, a co ważniejsze tren…, przepraszam, prezes Janas zapewnia, że za grę drużyny i taktykę meczową nadal będzie odpowiadał wyłącznie Hiszpan. Oby tak było.
Bez wątpienia zamieszanie wokół trenera nie poprawiło wizerunku Polonii. Ale są też pozytywne skutki całej tej historii. Bo jak to mówią: co nas nie zabije, to nas wzmocni.
Przede wszystkim został zatrudniony Paweł Janas. Nie jestem admiratorem jego warsztatu trenerskiego, ale muszę przyznać, że jako prezes ds. sportowych, zajmujący się transferami, może być „strzałem w dziesiątkę”. Polski rynek piłkarski zna jak mało kto. Pierwszy poważny sprawdzian dla Janasa to transfer Nowaka, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że akurat w tym przypadku finalizacja transferu zależy od wielu, niestety pozasportowych okoliczności.
>>
ciąg dalszy artykułu...

co gryzie emerytów - archiwum