A – jak alfabet,


..., czyli s – jak subiektywne podsumowanie sezonu (2)
E – jak emeryci. Ci prawdziwi. Przygarbieni, ze zdrowiem na bakier, ale będący na każdym meczu tu w Warszawie, a bywa, że i na wyjazdach. Ci, co chodzą na Polonię „od zawsze”, albo dłużej. Wielki szacunek dla tych ludzi. I ze względu na ten szacunek nie wymagajmy, by w każdych okolicznościach uczestniczyli w dopingu. Oni już się w swoim życiu „nadopingowali”. I nie muszą wstawać na każde żądanie. Bo jak słusznie zauważył jeden z moich kolegów, taki emeryt siedział w miejscu, gdzie siedzi, gdy jeszcze o kamiennych stopniach nikt nie marzył. Teraz już wiecie, Wy młodzi, skąd nazwa „Kamienna”? Ale zapewniam Was, że wbrew pozorom nie od kamiennych stopni zaczęła się historia tej trybuny.
F – jak fani. „To my, fani z Warszawy…”. Ale czasy zmieniają się. Już nie tylko z Warszawy. I bardzo dobrze. I bardzo dobrze, że ludzie z prowincji, którzy przyjechali na derby dopingować Polonię (byli zresztą na Kamieniu – znam osobiście takie przypadki), nie usłyszeli przyśpiewek sugerujących ich miłość do Legii. I mam nadzieję, że nie usłyszą w kolejnych sezonach. Bo łatwo okazywać miłość do KSP mieszkając na Nowym Mieście, Starówce czy Muranowie, a znacznie trudniej, gdy ma się naście lat, mieszka się w małej wsi 60 km od Warszawy, i chodzi się do szkoły, do której uczęszcza ponad setka uczniów deklarujących przywiązanie do CWKS-u. Aha, zapomniałem dodać, że chłopak, o którym tu piszę, przyciągnął na derby swojego młodszego kuzyna.
G – jak Gołębiewski. Dla mnie jedno z odkryć minionego sezonu. Nie chcę nikogo urazić, ale gdyby wszyscy zawodnicy grali z takim zaangażowaniem jak on, to ho, ho, kto wie… Może awans do ćwierćfinałów LM?
H – jak historia. Historia klubu i okolic. Jak ktoś pyta, którego klubu, odpowiadam: tego, co ma dłuższą historię niż aktualny MP, czyli Lech Poznań. Tego, który jest najdłużej działającym klubem stolicy. Tego, który nie musi fałszować metryki, by dodawać sobie lat i splendoru. Przypominam, że już niedługo obchodzimy 100-lecie Polonii.
I – jak infrastruktura. Urocze są nasze toi-toi’ki.
J – jak Jodłowiec. Odchodził, ale na szczęście nie odszedł. I mam nadzieję, że szybko nie odejdzie. Chyba że na jego miejsce przyjdzie ktoś jeszcze mocniejszy. Swoją drogą znów ktoś w klubie nie zdążył z ofertą i taki Chamakh już podpisał kontrakt z Arsenalem. A mógł do nas przyjść na zasadzie wolnego transferu, po tym, jak wygasła jego umowa z Bordeaux. Oby więcej takich opóźnień nie było. Po finale LM przegrany pewnie będzie chciał pozbyć się kilku zawodników z klubu. Tak przynajmniej zrobiłby każdy przyzwoity polski klub.
>>
ciąg dalszy artykułu...
<