A – jak alfabet


..., czyli s – jak subiektywne podsumowanie sezonu (1)
A – jak alfabet. Skoro mogli Kisiel i Wildstein, to mogę i ja. Pisać każdy może. Jeden trochę lepiej, drugi… . Nieważne.
B – jak bilety. Na Polonii problem sprzedaży biletów na mecze przypomina nierozwiązywalny w Polsce (łac. – nomen omen - Polonia) problem skupu butelek. Niby wraz ze zmianą ustroju coś tam drgnęło „na odcinku opakowań szklanych” ale nadal w większości sklepów graniczy z cudem oddanie pustych butelek po piwie, którego w danym sklepie nie ma akurat w sprzedaży. Podobnie z biletami na mecze naszego ukochanego klubu. Niby są te komputery, które mają ułatwiać ludziom (czyli kibicom) życie, ale w kolejce nadal swoje trzeba odstać przed kasą z powodów nikomu bliżej nieznanych. „Co tam się dzieje?! Dlaczego kolejka się nie posuwa?!” – pytają nieco podenerwowani fani stojący na końcu ogonka. „Bo kobieta w kasie musi coś sprawdzić w komputerze!” – pada odpowiedź tych lepiej zorientowanych. Niestety nikt nie wie, co oznacza to „coś”, a to z kolei wzmaga napięcie w tłumie. Bo właśnie mecz się rozpoczyna. Mniej denerwują się ci, którzy jako kolejkowicze dotarli już do miejsca, z którego co nieco widać. Przynajmniej piłkę, gdy zawodnicy grają „na wysokim poziomie”. Swoją drogą ciekawi mnie, czy dla postronnego obserwatora widzącego kolejkę do kasy jest to widok zachęcający do przyjścia na mecz („Skoro tylu tak cierpliwie stoi, to pewnie warto…”), czy wręcz przeciwnie („Żeby obejrzeć to badziewie zwane ekstraklasą mam jeszcze stać pół godziny w kolejce?! Nigdy!”).
C – jak ceny. Biletów. Czyli ciąg dalszy problemu dostępności widowiska sportowego zwanego meczem piłkarskim. Pozornie wydaje się, że różnicowanie cen w zależności od „wagi” przeciwnika ma sens. Ale chyba jednak nie w przypadku warszawskiej Polonii. Przynajmniej na razie. Weźmy ostatni mecz z Legią. Cena biletu normalnego na Kamienną 40 zł. Ja wiem, że zagorzały kibic Polonii – w tym cały Emeriten Gang - za obejrzenie przegranej Legii zapłaciłby i 400 zł, ale nie o nas chodzi. Chodzi o tych, którzy pod wpływem nagłego impulsu chcieliby odwiedzić K6. I może chcieliby zostać na dłużej…. Dla nich cena 40 zł może być nieco odstręczająca. Przypominam, że kibicowsko po latach posuchy nadal jesteśmy na dorobku.
D – jak derby. Kto był ten wie. Dwa w jednym. „Nadeszła kara, nie będzie piiiiii w pucharach”.
>>
ciąg dalszy artykułu...